
Kilku dni temu gigant z Mountain View zaprezentował światu nowe urządzenia z serii Nexus, a wśród nich znalazł się tablet, który udowadnia, że na dłuższą metę Google nie bardzo wie, co robi.
Chyba wszyscy pamiętamy wejście Androida w świat tabletów. Miało to miejsce jeszcze za czasów wersji 2.x pisanych z myślą wyłącznie o smartfonach, dlatego też pierwsze tablety z zielonym systemem nie były niczym innym, jak po prostu przerośniętymi smartfonami. Problem ten został dość szybko dostrzeżony przez firmę Google, a zaradzić miał mu Android 3.0 Honeycomb.
Wyszukiwarkowy gigant przekonywał, że tablety to zupełnie inna kategoria mobilnych urządzeń, dlatego też wymagają zupełnie innej wersji systemu operacyjnego. Systemu, który byłby napisany od podstaw z myślą o większych wyświetlaczach i w pełni wykorzystywałby ich potencjał. I tak też się stało, bo interfejs Honeycomba był naprawdę przemyślany, a jego obsługa na dużym ekranie była czystą przyjemnością. Jednak system ten wywołał nowy problem – zwiększenie fragmentacji.
Kilka miesięcy po premierze Androida 3.0 Google stwierdził, że jednoczesne rozwijanie dwóch wersji tego samego systemu operacyjnego pod dwie kategorie urządzeń nie było strzałem w dziesiątkę i zapowiedział Androida Ice Cream Sandwich – system, który miał wywołać rewolucję poprzez unifikację Androida w świecie tabletów i smartfonów.
Pomysł ten wydawał się być złotym środkiem – Google od tej pory musiał rozwijać tylko jedną wersję swojego systemu, a jednocześnie nikt na tym nie tracił: posiadacze smartfonów dostawali interfejs stworzony z myślą o mniejszych urządzeniach, a posiadacze tabletów mogli w pełni wykorzystać potencjał płynący z dużych ekranów. W ten sposób wszyscy byli zadowoleni, ale najwidoczniej gigant z Mountain View uważał inaczej, bo już wkrótce światło dzienne ujrzały tablety Google’a z interfejsem znanym ze smartfonów.
Urządzenia 7-calowe zawsze były dla mnie czymś pomiędzy smartfonami, a pełnoprawnymi tabletami, dlatego też jestem w stanie zrozumieć dlaczego Google zdecydował się na zastosowanie smartfonowego interfejsu w Nexusie 7 – być może takie rozwiązanie na dłuższą metę jest bardziej ergonomiczne. Niemniej jednak nie rozumiem dlaczego postanowiono ze świetnie zapowiadającego się 10-calowego tabletu Nexus 10 uczynić przerośniętego smartfona.

Patrząc na najnowszy tablet Google’a i Samsunga widzę jedynie zmarnowany potencjał i bezmyślnie wykorzystane wielkiego ekranu. Na dolnym pasku, który przebiega przez całą długość wyświetlacza zmieściłoby się coś więcej, niż 3 wyjątkowo nieergonomicznie rozmieszczone przyciski funkcyjne. Do tej pory znajdowały się one się po lewej stronie, a prawa część pełniła funkcję paska notyfikacji. W ten sposób w pełni wykorzystano miejsce na pasku, który i tak zajmuje znaczną część ekranu, a jednocześnie do wszystkich tych miejsc łatwo było się dostać przy pomocy kciuków.
Wprowadzenie takiego interfejsu na najnowszego flagowego tabletu Google’a wynikał zapewne z próby ujednolicenia interfejsów wszystkich urządzeń pracujących pod kontrolą Androida, ale trzeba zrozumieć jedną rzecz: tablety nie są smartfonami. Używamy ich w innych okolicznościach, inaczej je trzymamy i inaczej obsługujemy, dlatego też wymagają innego podejścia do tematu. Google zrozumiał to już niemal 2 lata temu wypuszczając Honeycomba i nie mam pojęcia dlaczego nagle o tym zapomniał.
Prezentując Nexusa 10 ze smartfonowym interfejsem Google cofnął nas do czasów Androida 2.x i w jednej chwili wyrzucił do kosza 2 lata świetnie odwalonej roboty i wyznawanej przez ten czas filozofii dotyczącej urządzeń mobilnych. To według mnie udowadnia jedno: Google nie ma wyrobionej wizji rozwoju Androida, gdyż jego podejście do tematu zmienia się niemal tak często, jak wypuszczane są kolejne wersje zielonego systemu. Android to jedna wielka improwizacja.
źródło: komorkomania.pl